Monika Mrozowska na wakacjach w Słowenii

Zastanawialiście się kiedyś, aby z majówki zrobić sobie prawdziwy, relaksujący urlop? Żeby naładować akumulatory po zimie i nabrać nowej energii, która starczy do kolejnego urlopu? Monika Mrozowska właśnie tak zrobiła! Zobaczcie jak wyglądała jej majówka w Słowenii i przeczytajcie, co sama sądzi o swoim urlopie.

Wondering what the stars mean? Our experts use these to clarify the quality of the holiday home. It's pretty simple; the more stars, the more comfort you can expect.
Kliknij by aktywować kartę

Wakacje w Słowenii oczyma Moniki Mrozowskiej

Tak to się zaczęło...

"Ta Słowenia chodziła za mną od dłuższego czasu. Najpierw w jednym z magazynów trafiłam na artykuł, który był jej poświęcony. Ze zdjęć zerkał na mnie malutki kraj, który ponoć miał wszystko. Piękne góry, rzeki, jeziora, jaskinie, mnóstwo zieleni i dostęp do morza Adriatyckiego. Zastanawiałam się tylko, czy to nie jest przypadkiem zasługa dobrego fotografa i programu do obróbki zdjęć. Potem jedna z moich koleżanek podczas rozmowy zdradziła, że pochodzi ze Słowenii. Tutaj miałam już pewność, że wszystkie rekomendacje są wiarygodne. Zakochałam się w tym kraju, nie widząc go na żywo, choć wszystko, co od niej usłyszałam nie mieściło się w głowie. A przede wszystkim zaczęłam się zastanawiać jak to jest, że my Polacy mamy tam tak blisko, a jednak nikt z moich znajomych nigdy w Słowenii nie był (poza wspomnianą koleżanką)."

Pierwsze wrażenie...

"Pierwsza okazja do przekonania się jak to jest z tym krajem wciśniętym pomiędzy Włochy, Austrię, Węgry i Chorwację pojawiła się rok temu, gdy tę ostatnią wybraliśmy na cel naszego sierpniowego urlopu. Nie mieliśmy mocno sprecyzowanych planów wyjazdowych, nie wiedzieliśmy też, gdzie zatrzymamy się na pierwszy nocleg. Pomyślałam sobie, że skoro już jesteśmy tak blisko, to dlaczego nie zahaczymy o jezioro Bled. I właśnie w ten sposób, późnym wieczorem, znaleźliśmy się w bajkowej scenerii, która po prostu mnie oczarowała. Trafiliśmy na pierwszy lepszy kemping, rozbiliśmy namioty i…padliśmy ze zmęczenia. To, co zobaczyłam rano, zwaliło mnie z nóg. Turkusowa, ciepła, przezroczysta woda. Pływające łabędzie. Stare, drewniane łodzie. A na środku ta wyspa z kościołem… Chyba nigdy wcześniej tak nie miałam. To, co zobaczyłam na żywo zupełnie zdeklasowało oglądane wcześniej zdjęcia. Zachwyciłam się tym widokiem i obiecałam sobie, że muszę do tej Słowenii przyjechać na dłużej… I dlatego, gdy zastanawiałam się nad tegoroczną majówką właściwie od razu przyszła mi do głowy właśnie ona."

Monika Mrozowska w Słowenii

Podróż do Słowenii

"Szukałam miejsca stosunkowo blisko morza. Na delikatnym wzgórzu, z pięknym widokiem na okolicę. Marzył mi się stary, mały dom z kamienia. Najlepiej z ogrodem i basenem… I dokładnie taki znalazłam na stronie NOVASOL! W podróż wybrałam się wynajętym samochodem z moją przyjaciółką, jej psem i trójką moich dzieci… Czekało mnie nie lada wyzwanie, bo… moja przyjaciółka oznajmiła mi, że boi się prowadzić wynajęte auto, dlatego musiałam zmierzyć się z samodzielnym dojechaniem do celu. 1200 km w jedną stronę to nie jest byle co. Wiedziałam, że bez noclegu gdzieś po drodze się nie obędzie. Dlatego zatrzymaliśmy się w Wiedniu i następnego dnia, po śniadaniu ruszyliśmy dalej. Po wjechaniu do Słowenii korciło nas żeby zatrzymywać się dosłownie wszędzie. W rezultacie stanęło na zwiedzaniu stolicy państwa, czyli Lublany. Miasto jest tak piękne, że zasługuje na oddzielną, dłuższą wizytę. Piękne architektonicznie, spokojne, a jednak tętniące życiem i zaskakujące na każdym kroku. Ze stolicy pojechaliśmy już prosto do celu."

W drodze do domu wakacyjnego

"Dojechaliśmy prawie nad samo morze, do miejscowości Koper i stamtąd krętymi dróżkami zaczęliśmy wspinać się do „naszego domu”… Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy stanęliśmy przed wejściem do domu. Zadzwoniłam do właścicieli, którzy przyjechali w ciągu kilku minut. Otworzyli drzwi i…

Pamiętam, gdy jako nastolatka oglądałam film Bernardo Bertolucciego „Ukryte pragnienia”. Pamiętam, jak z moją ówczesną przyjaciółką obiecywałam sobie, że kiedyś pojedziemy do takiego miejsca, że spędzimy tam wakacje… W Toskanii… To nie były Włochy, tylko Słowenia. Żadna Toskania, tylko  Fijeroga… A ja czułam, że spełnia się moje marzenie sprzed 20 lat…"

Monika Mrozowska w Słowenii

Wymarzony dom

"Gdybym napisała, że dom był piękny, to niestety byłoby zdecydowanie za mało. To było miejsce, z którego w ogóle nie mieliśmy ochoty się ruszać, bo było tam wszystko, co powodowało (przynajmniej w moim mniemaniu), że urlop był idealny. W pełni wyposażona kuchnia pozwalała nam na przygotowywanie wszystkiego, na co mieliśmy ochotę. Stół pod pergolą z winorośli, aż się prosił, żeby przy nim przysiąść i zjeść choć kanapkę. Na leżakach w ogrodzie czytaliśmy książki i wylegiwaliśmy się na słońcu. Gdy robiło się ekstremalnie gorąco, wskakiwaliśmy do basenu, który był tylko do naszej dyspozycji! Ale najlepsze, najlepsze ze wszystkiego było to, że w sąsiedztwie „naszego” domu były dosłownie cztery inne posesje… a poza tym łąki, pola i lasy..."

Monika Mrozowska w Słowenii

Nasz urlop w Słowenii

"Gdy szliśmy na spacer odurzała nas fala tysiąca zapachów. Rozmaite trawy mieszały się z polnymi kwiatami i kwitnącymi drzewami. Wiedziałam, że Słowenia będzie kojarzyć mi się z pięknymi widokami, ale ta mnogość poplątanych zapachów była miłym zaskoczeniem. W związku z tym było ryzyko, że w ogóle nie będzie nam się chciało oddalać od tego domu z kamienia, jednak ciekawość wzięła górę. Pojechaliśmy do Włoch, byliśmy w Chorwacji… I to wszystko w trakcie jednego weekendu majowego! Jednak po każdej wycieczce z przyjemnością wracaliśmy do domu. Do tych wygodnych, drewnianych łózek, do tej łazienki z najpiękniejszą panoramą z okien jaką kiedykolwiek widziałam, do tego tarasu pod winogronami…"

Dom to ludzie

"Gdy piszę o tym miejscu muszę nawiązać do ludzi, którzy je stworzyli. Małżeństwo państwa Hladników jest wyjątkowe. Wystarczyła jedna wspólna kolacja z upieczonym przez nich chlebem, z oliwą z własnych oliwek, z winem… żebym poczuła, że właśnie tak powinno się żyć. Oni trafili na swoje miejsce na ziemi, ja muszę go jeszcze poszukać, ale warto, bo nagrodą jest takie szczęście, którego oni są żywym przykładem. Kamienny dom  z 1850 roku w  miejscowości  Fijeroga był tym, z którego absolutnie nie chciało się wyjeżdżać. I powiedziałam im to otwarcie, gdy przyszedł moment pożegnania… Bardzo rzadko tak mam. Zachwycam się nowymi miejscami, ale lubię wracać do swojego domu. A stąd nie chciałam wracać wcale..."

Relacja filmowa Moniki Mrozowskiej ze Słowenii